W stoczniowym labiryncie…
W Trójmieście budują statki, platformy wiertnicze, w Szczecinie – kolejne afery.
Najpierw był Katar. Warto przypomnieć, że inwestora z Kataru b. minister skarbu prezentował dziennikarzom osobiście w siedzibie resortu. Zadbał by samolotem dotarli do stolicy na obwieszczenie wielkiego sukcesu. Niestety, zamiast odrodzenia stoczniowej produkcji za katarskie pieniądze mieliśmy wielką aferą.
Kiedy kolejne przetargi na sprzedaż stoczniowego majątku kończyły się fiaskiem, pojawiło się Towarzystwo Finansowe Silesia (niemal 100 proc. akcji spółki ma Skarb Państwa). Mamy pomysł na stocznię – zapewniał ówczesny prezes Funduszu, nowy właściciel majątku. Tym pomysłem okazał się Kraftport. Spółka w momencie podpisywania umowy dzierżawy 10 ha stoczniowego majątku jeszcze nie była zarejestrowana. Po kilku dniach pojawia się w rejestrze z kapitałem 5 tys. zł.
Kraftport zapewnia, że w marcu br. rozpocznie budowę statków. Ale na początku stycznia nowy zarząd TF Silesia uznaje umowę dzierżawy z Kraftportem za nieważną, odkrywa rażące wady prawne dokumentu. Sprawą umowy zajmuje się też Prokuratura w Katowicach. Tymczasem dzierżawca nie uznaje argumentów funduszu. Podaje komunikat o podpisaniu kontraktu na budowę kutra rybackiego z norweskim armatorem.
Pachnie kolejną aferą…


30 stycznia 2012 (poniedziałek), godz. 21:51
Nie ma szczęścia nasza stocznia do decyzji różnych sił z Warszawy.Tylko można podejrzewać, dlaczego? Bo jednak w Gdańsku można. Trochę to tak wygląda jakby w naszym kraju nie było miejsca dla dwóch stoczni. A ta w Gdańsku leży przecież bliżej Warszawy, a i Warszawa ją często odwiedza.To niesprawiedliwe i przypomina najgorsze czasy. Bo jak trzeba było walczyć w latach 70 i 80 tych. to Szczecin stanął na wysokości zadania. A teraz co ? Pozostawiony sam sobie. Do pracy Państwo poselstwo z naszego regionu, do pracy. A nie do podnoszenia rąk !